Darmowe lub symbolicznie odpłatne fachowe publikacje z wielu dziedzin związanych z nauka i edukacją.
Natychmiastowy dostęp!
Sprawdź, być może znajdziesz to czego szukasz, nie tracąc czasu i środków na dalsze poszukiwania.
Informacje - szczegóły
Antropologia (18) | Archeologia (527) | Astronomia (544) | Biologia (182) | Biotechnologia (38) | Chemia (88) | Ciekawostki (1804) | Ekologia (481) | Ekonomia i Biznes (346) | Etnologia (24) | Filozofia (33) | Fizyka (107) | Fundusze, granty, stypendia (146) | Genetyka (135) | Geografia (49) | Geologia (58) | Gimnazjum (25) | Historia (766) | Historia sztuki (103) | Imprezy kulturalne (380) | Informatyka (328) | Inne (507) | Językoznawstwo i filologie (83) | Konferencje i imprezy naukowe (514) | Konkursy (383) | Kształcenie zintegrowane (11) | Liceum / Technikum (117) | Literatura (75) | Ludzie nauki (265) | Matematyka (43) | Medycyna (1483) | Miasta i regiony (43) | Muzyka (39) | News bulletin - English (671) | Paleontologia (50) | Prawo (116) | Przyroda (424) | Psychologia (252) | Religie (75) | Rozrywka (59) | Socjologia (343) | Sport (68) | Studia wyższe (193) | Szkoła podstawowa IV-VI (15) | Sztuka (13) | Świat (1225) | Targi (55) | Technika i technologie (502) | Turystyka (20) | Uczelnie wyższe (539) | Unia Europejska (82) | Współpraca naukowa (43) | Wszystkie etapy szkolne (154) | Wychowanie przedszkolne (19) | Z życia szkoły (38) | Żywienie (134)
Heller: Między religią a nauką jest twórcze napięcie
2008-05-02 19:27:12
Między nauką a religią rodziły się i rodzą konflikty, jednak obie strony wychodzą z nich wzmocnione - uważa kosmolog ks. prof. Michał Heller, laureat prestiżowej nagrody Templetona za łączenie nauki z religią. Poniżej prezentujemy wywiad, jakiego udzielił Polskiej Agenci Prasowej.
PAP: Proszę powiedzieć w prostych słowach co jest przedmiotem księdza badań?
Ks. prof. Michał Heller: Główna dziedzina, którą się zajmuję, to kosmologia. Jest to nauka o Wszechświecie jako całości, o strukturze Wszechświata w jego największej skali. Jej teoretyczną podstawą jest ogólna teoria względności Einsteina, teoria grawitacji. Natomiast drugą "nogą" kosmologii jest astronomia najdalej położonych obiektów, tzw. astronomia pozagalaktyczna.
W połowie lat 60. dokonano dwóch bardzo ważnych odkryć w astronomii. Odkryto kwazary - bardzo daleko położone obiekty astronomiczne i tzw. promieniowanie tła, które dało nam wgląd w bardzo wczesną ewolucję Wszechświata. Te dwa odkrycia spowodowały potem lawinę innych odkryć i rozwój kosmologii doznał gwałtownego przyspieszenia i to przyspieszenie trwa do dziś. Teraz, dzięki postępowi techniki, badania obserwacyjne kosmosu są niesamowite. Ja sam nie zajmuję się kosmologią obserwacyjną. Oczywiście korzystam z obserwacji, ale moją działką jest teoria. W miarę upływu czasu ta teoria w moim wydaniu zmienia się. Od klasycznej kosmologii zmierzam w kierunku podstaw fizyki teoretycznej.
Drugi obszar moich zainteresowań to są filozoficzne aspekty nauki. Nauka zawsze mnie interesowała, nie tyle sama dla siebie, ile ze względu na wielkie filozoficzne pytania, które są z nauką związane. Ważną odnogą moich zainteresowań jest też historia nauki. Ona daje duże pole do dociekań filozoficznych, widać ten rozwój myśli ludzkiej. Widać jak pewne zagadnienia z filozofii przechodziły do nauk, np. problem czasu, problem przyczynowości, problem przestrzeni. One przechodziły do nauk, potem z nauk niekiedy wracały do rozważań filozoficznych. Bardzo mnie interesuje rola pewnych założeń filozoficznych w naukach.
Trzeci obszar, którym się zajmuję, to wzajemne relacje między teologią a filozofią i naukami przyrodniczymi. To ogromne pole do dociekań.
PAP: Jednym z zagadnień, którymi zajmuje się kosmologia, jest początek Wszechświata - Wielki Wybuch. Jak, według księdza, wyglądał ten początek z teologicznego punktu widzenia? Jak przebiegał proces kreacji? Co było siłą sprawczą i czy ta siła nadal ma wpływ na nasz Wszechświat?
MH: Chciałbym umieć odpowiedzieć na te pytania. Myślę, że nie ma człowieka, który by mógł odpowiedzieć na pytanie jak to wszystko rzeczywiście przebiegało. Problem stworzenia świata, po łacinie "creatio", to stary problem teologiczny, sięgający początków chrześcijaństwa. Było dwóch wczesnych pisarzy chrześcijańskich, którzy położyli wielkie zasługi w rozwoju tego zagadnienia, mianowicie Orygenes i św. Augustyn, ale nie będę wchodził w szczegóły ich doktryny. Jedno tylko należy mocno podkreślić, że ojcowie Kościoła przez stworzenie świata nie rozumieli tylko zapoczątkowania istnienia Wszechświata. Uważali, że proces kreacji jest stały. Gdyby Pan Bóg, mówiąc brutalnie, przestał dawać istnienie światu, to świat by się zapadł w nicość.
Do bardzo ciekawej dyskusji na ten temat doszło w średniowieczu. Św. Tomasz z Akwinu wysunął tezę, że można sobie wyobrazić bez popadania w sprzeczność świat, który istniał od zawsze, odwieczny świat, a który mimo to jest stwarzany przez Pana Boga. Jeśli rozumieć stworzenie jako zależność w istnieniu, to świat może być zależny w istnieniu, ale nie mieć początku. Św. Tomasz napisał o tym takie dziełko, które nazwano bardzo ładnie po łacinie "Contra murmurantes", czyli "Przeciwko pomrukującym", bo widocznie niektórym się nie podobała ta koncepcja. W XX w. powstała teoria rozszerzającego się Wszechświata, która ekstrapolowana wstecz mówi, że Wszechświat się rozpoczął od tego co nazywamy Wielkim Wybuchem. Powstała naturalna pokusa, ażeby ten Wielki Wybuch utożsamić z momentem kreacji. I wielu uczonych tak robiło. Inni z kolei, którzy chcieli wierzyć w wieczność Wszechświata, zwalczali tę teorię i powiadali, że przed Wielkim Wybuchem świat się musiał kurczyć, i że przebiega to cyklicznie. Powstała na ten temat wielka dyskusja.
Dzisiaj problem Wielkiego Wybuchu jest przedmiotem wielu badań. Są dwie wielkie teorie fizyczne, które wykorzystujemy do badania tego zagadnienia - mechanika kwantowa, która zajmuje się światem bardzo małych cząstek elementarnych i teoria grawitacji Einsteina, która dyktuje strukturę Wszechświata w największej skali. Ale gdy cofamy się do tych pierwszych chwil istnienia Wszechświata, gdy Wszechświat był bardzo gęsty i stosunkowo "mały", to istnieją mocne przesłanki fizyczne do tego, że te dwie teorie powinny się stać jedną teorią, którą nazywamy kwantową teorią grawitacji. Jest kilka koncepcji jak tę teorię sformułować. W zależności od tego, która z nich okaże się właściwa, są dwa możliwe obrazy początku Wszechświata. Albo okaże się, że nie było "osobliwości początkowej", że świat rzeczywiście przeszedł z jakiejś fazy kurczenia do fazy rozszerzania bez tego momentu osobliwości. Druga możliwość jest taka, że ustalimy, iż owa osobliwość była. Nie wiadomo, która z tych dwóch możliwości jest prawdziwa. Dlatego wiązanie idei stworzenia świata właśnie z tym niewiadomym momentem jest przedwczesne. Poza tym mogłoby być błędne z teologicznego punktu widzenia. Mianowicie w teologii istnieje taka skompromitowana dawno doktryna, która się nazywa po angielsku "God of the gaps" - "Bóg od zapychania dziur". Jeśli mamy jakąś dziurę w naszej wiedzy, to powiadamy "Pan Bóg to zrobił". To jest zła taktyka, bo potem następuje postęp, nauka wypełnia tę dziurę i Pan Bóg się staje zbyteczny. W tej chwili ta "osobliwość początkowa" jest taką dziurą w naszej wiedzy.
PAP: Której teorii na temat przyszłości Wszechświata jest ksiądz zwolennikiem: tej, że Wszechświat zacznie się w pewnym momencie kurczyć, co doprowadzi do następnego Wielkiego Wybuchu czy też tej, że nie przestanie się rozszerzać aż się rozpłynie?
MH: W nauce każdy ma swoje predylekcje, ja również, ale nie można powiedzieć, że jestem zwolennikiem tej czy innej teorii. Obecne dane obserwacyjne raczej potwierdzają tę wersję, że Wszechświat będzie się rozszerzał bez końca. Jednak tylko wraz z rozwojem wiedzy na ten temat może przyjść rozstrzygnięcie, która z tych wersji się zrealizuje. Trzeba brać też pod uwagę to, że żadna z tych dwóch teorii nie jest prawdziwa. W nauce często zdarzało się, że dwa rywalizujące ze sobą rozwiązania, w rzeczywistości były szczególnymi przypadkami czegoś bardziej ogólnego. Typowym przykładem jest spór między Ptolemeuszem a Kopernikiem. Wydawało się za czasów Galileusza, że albo Ziemia spoczywa, albo Słońce spoczywa. A nauka pokazała, że to są dwa szczególne przypadki. Teoria względności powiada, że układy odniesienia są względne i wszystkie równouprawnione. Jak liczymy tor sztucznego satelity w stosunku do Ziemi to każdy wybiera układ związany z Ziemią, czyli Ptolemeuszowski, bo jest wygodniejszy. A kiedy liczymy ruch satelity w układzie planetarnym, to wtedy za punkt odniesienia bierzemy Słońce. Tak samo może być i z kosmologią.
PAP: Można zapytać po co nam ta wiedza? Czy poznanie tak odległych zdarzeń jak początek lub koniec Wszechświata może mieć jakiś wpływ na nasze życie?
MH: W człowieku jest pewien dynamizm. Nie znosimy jak czegoś nie wiemy. Nawet gdy wiemy, że to jest niebezpieczne, to jednak chcemy zajrzeć co jest w tej pieczarze albo na skraju urwiska, mimo że możemy życie stracić. Dlatego wiele rzeczy w nauce robimy dla czystego poznania. Inna odpowiedź jest taka, że postęp w nauce jest konieczny do przetrwania. Np. dzisiaj nie wyżywilibyśmy całej planety, gdyby nie bogata wiedza dotycząca rolnictwa, biologii itd. A w nauce jest tak, że jak się postawi jeden krok, to się musi postawić następny. Te dalsze kroki mogą nam do niczego nie służyć, ale następują automatycznie po poprzednich, tych niezbędnych do życia. Poza tym nie jest całkiem prawdą to, że poznanie tego co było w pierwszej minucie po Wielkim Wybuchu, nie wpłynie na nasze życie. Wtedy ustalał się skład chemiczny Wszechświata. Jeśli to zbadamy, to poznamy strukturę materii, a poznawszy strukturę materii możemy ją wykorzystać. Nauka jest czymś całościowym. Są setki różnych patentów, które wykorzystujemy na co dzień, które powstały jako skutek uboczny np. badań kosmicznych. Myślę jednak, że nie tylko pragmatyzm jest motorem badań. Po prostu człowiek chce poznać prawdę.
PAP: Wydaje się księdzu, że kiedyś osiągniemy pełnię wiedzy o świecie?
MH: Na szczęście tak chyba nie będzie. Ja porównuję rozwój nauki do koła. Te problemy, które już rozwiązaliśmy są wewnątrz tego koła a na obwodzie są pytania, które jeszcze czekają na odpowiedź. Kiedy na nie odpowiadamy, rozwiązujemy coraz więcej zagadek, wiedza rośnie, a koło pęcznieje. Ale tym samym rośnie jego obwód i pojawia się coraz więcej pytań.
PAP: Jak ksiądz sądzi, dlaczego wielu ludzi uważa, że naukowe i religijne spojrzenie na świat muszą być ze sobą w konflikcie?
MH: To jest takie stereotypowe podejście do zagadnienia. Jeśli pozbędziemy się stereotypów, to problem wygląda nieco bardziej skomplikowanie. Ludzkie poznanie jest z natury warstwowe. Ludzki rozum nie jest w pełni zdolny do syntezy. Mamy warstwę poznania naukowego, gdzie mamy dobrze opracowane metody, znamy język nauki, wiemy mniej więcej jak się to wszystkie odbywa. Ale mamy też warstwę religijną. Niekiedy ta warstwowość daje różnym myślicielom asumpt do twierdzenia, że są to dwie płaszczyzny, które nigdy się ze sobą nie przecinają. Dlatego powstaje uczucie pewnej obcości. A jeśli się czasem u kogoś w poglądach przecinają, to rodzą się konflikty. To jest bardzo uproszczony punkt widzenia. Jeśli nawet są to jakieś dwie płaszczyzny poznawcze, to są one zanurzone w tej samej przestrzeni. I nauka i religia są częściami kultury i oddziałują na siebie chociażby przez to, że są jej częściami. Stereotyp mówi, że muszą być ze sobą w konflikcie. Ja to wolę nazywać inaczej, że to są pewne twórcze napięcia. One przybierają czasem postać konfliktów. Jeśli popatrzymy na historię nauki i religii to te konflikty były prawie zawsze, ale nigdy nie wyeliminowały żadnej ze stron. Można powiedzieć, że z każdego konfliktu obie strony wychodziły jakoś wzbogacone.
PAP: Czy takim konfliktem jest spór wokół teorii ewolucji?
MH: Zacznę od tego, że nie można dzisiaj walczyć z teorią ewolucji. Chociażby z uwagi na dokonania kosmologii. Kosmologia pokazuje, że cały Wszechświat ewoluuje a ewolucja biologiczna jest tylko jednym z włókien tej ewolucji. W Ameryce na początku XX w. powstał kierunek, który nazwano "creation science" (ang. nauka stworzenia). Jego przedstawiciele uważali, że należy rozumieć Biblię literalnie i zwalczali teorię ewolucji. Podawali władze USA do sądów, walcząc o to, aby w szkołach uczono "creation science". To miało różną i długą historię, aż po kilkudziesięciu latach amerykański sąd najwyższy wydał wyrok na niekorzyść "creation science", orzekł, że to nie jest nauka. Oni wtedy zmienili taktykę i zaczęli głosić ideologię "inteligent project", inteligentnego projektu. Zakłada ona wyeliminowanie z ewolucji przypadku i na to miejsce wprowadza inteligentny projekt. Ja zawsze twierdzę, że ideologia inteligentnego projektu to błąd teologiczny, bo ona zakłada, że Pan Bóg nie ma władzy nad przypadkiem, że przypadek jest konkurentem Pana Boga. To przypomina starą herezję z pierwszych wieków chrześcijaństwa - manicheizm. Jego wyznawcy twierdzili, że jest Bóg - jako zasada dobra i jest zasada zła, która walczy z Bogiem. W tym wypadku tą "zasadą zła" byłby przypadek.
PAP: Skoro ewolucja gatunków na Ziemi to jedno z włókien w ewolucji Wszechświata, to czy możliwe jest, że na innych planetach wyewoluowały podobne do naszej cywilizacje?
MH: Nie znamy odpowiedzi na to pytanie. Kosmologowie i astronomowie mają podzielone zdania na ten temat. Przeciwnicy argumentują, że jest to niezwykle mało prawdopodobne, że wykształcenie się inteligentnych istot tworzących cywilizację wymaga bardzo wielu jednocześnie występujących warunków fizycznych, co jest mało prawdopodobne. Dzisiaj raczej przeważa pogląd, że chyba jest więcej takich miejsc, które są zaludnione. Z tym, że to życie może zupełnie nie przypominać życia ziemskiego. W dyskusjach zakłada się, że to będą tacy sami ludzie jak my, tylko zieloni z dużymi uszami, ale przecież nie musi tak być. Religijnym argumentem za tym, że świat jest "zaludniony", jest fakt, że stworzenie jest płodne, dlaczego więc miałoby się ograniczać do jednej Ziemi.
PAP: Czy chciałby ksiądz wybrać się w podróż kosmiczną?
MH: Lubię podróżować, bo podróże otwierają rozmaite nieznane przedtem perspektywy. Gdybym więc był młodszy i gdyby taka możliwość zaistniała, to nie wymawiałbym się od paru lotów dookoła Ziemi.
PAP: Jeden z przyjaciół księdza mówił w wywiadzie, że ksiądz grywa w gry komputerowe. Czy taka rozrywka pasuje do takiej poważnej osoby?
MH: Uznaję tylko jedną grę, mianowicie symulator lotów. Traktuję to trochę jako rozrywkę, a trochę jako relaks, gdy jestem zmęczony i potrzebuję wrócić do normy. Wtedy dobrze jest usiąść za sterami wirtualnego samolotu i polecieć gdzieś, powiedzmy nad Alaskę.
PAP: Po otrzymaniu w marcu nagrody Templetona stał się ksiądz znanym i zamożnym człowiekiem. Co te dwie rzeczy - pieniądze i popularność - oznaczają dla księdza i jakie będą ich konsekwencje?
MH: Niestety konsekwencje będą. Z tym, że na szczęście nie stałem się osobą zamożną, bo wszystkie te pieniądze przekazuję na założenie Centrum Kopernika w Krakowie, które ma się zajmować badaniami z pogranicza nauki, religii i teologii. Ma to być instytucja międzyuczelniana. Może będę osobą bogatą 7 maja, kiedy dostanę kopertę z czekiem, ale będzie to trwało jakieś 20 minut, zanim ją przekażę dalej. Nawet właściwie już ją przekazałem, bo złożyłem oświadczenie do ministra finansów, że przekazuję moją nagrodę na dobry cel i proszę, aby było to zwolnione z podatków. Natomiast za popularność trzeba płacić dosyć wysoką cenę i do tego nie jestem przyzwyczajony i nie jestem z tego powodu szczęśliwy. Ale popularność ma jedną wielką zaletę. Mianowicie w ciągu kilku godzin po ogłoszeniu, że zostałem laureatem nagrody Templetona, rozmaite moje artykuły i książki stały się poszukiwane na całym świecie. Dla autora to jest duża rzecz. To pomaga mi zrealizować moje życiowe zadanie. Chociaż może to nie jest całkiem sprawiedliwe, bo pewnie jest wielu innych, lepszych autorów, którzy akurat nie dostali takiej nagrody i nie będą znani. Ale muszę się cieszyć z tego, co mam.
Rozmawiała Urszula Rybicka
PAP - Nauka w Polsce
Jeżeli nie znalazłeś tego czego szukasz skorzystaj z poniższej wyszukiwarki.